Racja. A absolwentki przeca i ttak z kraju wyjezdzaja do tych krajow UE gdzie praca jest i fajna jest. Tutaj zostana tylko 40-latnie mamuski z 2-3 dzieciakami... Dzieciate mamuśki nie będą chciały pracować po ~naście godzin dziennie, a jeśli tak, to pewnie będą potrzebowały nianiek do dzieci. I tu się otwierają duże możliwości dla bezdzietnych kobiet, których nikt nie będzie chciał zatrudniać na etacie : Sama tak dorabiałam w czasie studiów, gdy nie mogłam znaleźć innej pracy [tylko że wtedy problemem dla pracodawców nie było, żem bezdzietna, tylko że a) ucząca się i/lub b) bez stażu/doświadczenia]. To nawet nie było złe, miałam nieopodatkowane dochody, co prawda niskie, ale zawsze to coś

Swoją drogą, ciekawe co nasze opiekuńcze państwo zrobi z legionami bezrobotnych kobiet. Chyba będzie musiało jakieś zasiłki wypłacać, nie? Albo wyższe becikowe, żeby je zmobilizować do rodzenia dzieci i automatycznie do robienia kariery zawodowej [wszak kobieta z piątką odchowanych dzieci ma lepsze kwalifikacje* niż bezdzietna z dyplomem i różnymi praktycznymi umiejętnościami :] I jeszcze, w związku z tematem wątku: skąd przekonanie, że kobieta 30-40-letnia nie może raptem zapragnąć urodzić dziecka? Pozdrawiam, Carrie *) Jak patrzę na zarządzanie personelem w znajomych firmach, to czasami mam wrażenie, że wcale nie byłoby głupie zatrudnić taką matkę-tyrankę, doświadczoną w mediacjach, perswazjach i stawianiu po kątach...
